sobota, 24 sierpnia 2013

YOLO czyli myślisz że żyjesz tylko raz...

Zaczynając studia w Wyższej Szkole Melanżu, na wydziale yolologicznym, nie przypuszczalam, że będzie tak ciężko. Z początku mój lekarz rodzinny odradzał mi podjęcia studiów na tym kierunku, zważywszy na moją przypadłość do urazów fizycznych oraz trzymające mnie od urodzenia szpony pechu. Jednak zdecydowałam się podjąć znaczący krok w przyszłość, jaskrawe TAK dla bycia YOLO. Na broszurach informacyjnych uniwerku, było napisane, że nabiore pewności siebie, zafunduje sobie moc doznań i przygód, zmienie swoje życie na lepsze. Chciałam na łożu śmierci móc krzyknąć "you only live once" (jakgdyby nie było to dla wszystkich oczywiste) i wyzionąć ducha, spokojnie i z satysfakcją. Tylko ta dziedzina nauki, nie żadne zwałowe prawa, medycyny i inne, mogła mi to zapewnić. Kilku studenciaków denerwowało mnie bo byli tam z przypadku. Na szczęście szybko wylecieli gdyż, myśleli, że zamiłowanie do najebundy to już szczyt bycia yolo. Teoria szła mi wyśmienicie, kochałam swageryzm jako prąd w sztuce, jednak wdrążanie systemu zachowań do prawdziwego życia zupełnie mi nie wychodziło.

W ramach praktyk jeździłam co roku na SLOT ART FESTIVAL, chrześcijański festiwal wybrałam tylko po żeby bozia zerkała na mnie z nieba i o mnie dbała. Wywracam się na prostej drodzę, więc  miałam nadzięję, że Bóg będzie miał mnie w swojej opatrzności i będzie opiekował się mną, kiedy ja będę wiodła young,wild&free lifestyle. Cztery lata temu, na owym festiwalu, postanowiłam nauczyć się jeździć na deskorolce, aby dodać mojej stylówie animuszu, za pomocą skate'owskiego atrybutu. Trudno było mi utrzymać się na niej przez trzy sekundy, lecz brnęłam dalej. Niestety podczas próby wjechania na elo rampę, wywróciłam się i zdarłam oba kolana. Blizny mam do dziś. Rok później, postanowiłam zacząć słuchać wszelkiego rodzaju electro i innych brzęczydzwięków. Kiedy udałam się na dubstepy (na tym samym festiwalu) aby zaprezentować swój ostentacyjny taniec, ktoś wbił mi nóż w nogę. Sprawca uciekł, nóż widziałam, przyjaciele do dzis mi nie wierzą. Bliznę mam do dziś. Na trzeciej edycji postanowiłam rozwijać umiejętności tańczenia modern jazzu (czyt. modnego dżezu). Myślałam, że może odkryje w sobie talent, ktoś mnie zauważy, pójdę do You Can Dance, dostanę metamorfozę, fullcapa i zarobie miliony. Niestety podczas treningu na śliskiej od deszczu szosie skręciłam nogę. Szkoda tylko, że zdarzyło to się podczas przerwy, gdy biegłam w krzaki za potrzebą. Tak to chociaż mogłabym opowiadać jak namiętna pasja zniszczyła mi zdrowie do końca życia...

Wtedy zaczęłam sobie uświadamiać o mojej niepełnosprawności. Jak żyć pełnią życia, kiedy za każdym razem widzę konsekwencje moich czynów? Szalone rzeczy, które robią inni ludzie, sprawiają, że moja wyobraźnia widzi złamany kręgosłup, rozstrzaskaną czaszkę na bruku, połamane zęby... Rzucę te studia w cholerę i zacznę spokojny, pesymistyczny byt. Bo każdy zna kogoś kto utonął w kamieniołomach...






\




Tank top - SH
Kamizelka - SH
Spodnie - Bershka
Buty - zajechane Conversy
Czapka - Obey 
Plecak - SH