środa, 17 kwietnia 2013

wiosenne smęty

Nie wytrzymam tu ani dnia dłużej. Za oknem jasno, kilkanaście stopni na plusie, ludzie skuci w katany i obuwie wiosenne, suną w podskokach do przodu, a ja? Ja mam ochotę zakopać się w tonach pierzu i zgnić w okurzonej, drewnianej szafie, z tą największą paczką keczupowych maczug. I stać. W tym samym miejscu. Pewnie, czując delikatny powiew kwietniowego powietrza, mam ochotę wybiec i delektować się zapachem wiosny. Ale skoro wiem że zaraz się zmęczę i spocę, wykaszle płuca i wpadnę do przydrożnego rowu, gdzie dokonają żywota wszystkie moje plany, pomysły i wizję pięknej przyszłości? I tutaj nasuwa się pytanie, które od dawien dawna zadawali sobie najwięksi filozofowie: po chuj się starać?

Będąc typowym przeciętniakiem, bez żadnych nadzwyczajnych umiejętności i wrodzonych talentów, jest się na straconej pozycji już na samym starcie. Co Ci po staraniach, skoro na Świecie jest urodzaj lepszych, sliniejszych, charyzmatycznych lub po prostu w czepku urodzonych ludzi? Staranie się jest bezcelowe, bo kiedy wydaje Ci się że jesteś już tak bardzo blisko, to i tak osra Cie ptak, wpadniesz pod rower albo zostaniesz oblany kawą. I to nie byle jaką - double mocha sracciato z posypką z okruszków brazylijskiego krzewu sandałowego. Zapowiadam więc koniec. Kończę z moim myśleniem. Będę kolejnym trybikiem w tej wielkiej korporacyjno-biurowej maszynie, no ew. zatrudnie się kebabie.

Widze tylko trzy wyjścia awaryjne:

a) Idę ulicą znajduję cztery walizki pełne dolarów. Wyrzucam wszystkie podróbki OBEYów z szaf moich znajomych a sama wyjeżdżam do Afryki, nagrywać epickie kawałki z tamtejszymi raperami-samozwańcami. LA jest już przereklamowane.


b) Rzucam studia i udaje się na samotną wyprawę kajakiem dookoła Świata. Osiedlam się na Grenlandii, własnymi, spracowanymi dłońmi buduję igloo, zabijam pierwszą fokę, otwieram bazar ze skórzanymi kurtkami i zostaję Ewą Minge eskimosów.


c) Leżąc w wannie, wymyślam sposób na skonstruowanie maszyny podróżującej w czasie. Buduje ją i cofam się w lata dzieciństwa. Sprzeciwiam się, że nie chce być Grubym z "Typowego Seby" i nie staję na bramce jako trzeci słupek. Wtedy odkryty zostaje mój sportowy talent i wszystko układa się po mojej myśli. Za nim się zdąże zorientować jestem na bilbordach H&Mu i reklamuje białe, męskie slipy.


I żeby nie było tak nostalgnicznie - moje zdjęcie w sukni, którą sama sobie dziś uszyłam. Pozdrawiam was, drodzy internauci.