czwartek, 18 października 2012

Koń po raz kolejny w kwiaty przybrany

Oglądając zdjęcia "klientek", które odpicowane robią sobie foteczki na tle meblościanki, postanowiłam stworzyć post outfitowy na klatce schodowej. Na pierwszy rzut oka, wydawać by się mogło, że są to korytarze szpitalne. Ale nie dajcie sie zmylić! Ludzie chodzą po klatce w piżamach i dresach, nie dlatego że pędzą na kolejne badanie endoskopem, tylko dlatego że w klatce jest sklepik. Nie ma tu pacjentów przy kroplówkach, pielęgniarek ani lekarzy. Są za to wycieraczki, paproteczki i nakrętki po słoikach, które służą jako popielniczki. Po za tym wszędzie czuć zupę. Mieszkając całe życie w domku jednorodzinnym, trudno było mi przyswoić do mózgu, że istnieje coś takiego jak klatka schodowa.  Nie wiedziałam, że wychodząc z windy trzeba powiedzieć "siemano". Nie wiedziałam że mijając kogoś, należy posłać mu żenujący, nic nie znaczący uśmieszek. Nie wiedziałam również że psy, mogą robić kupe w windzie. 

Zakładając bloga, obiecałam sobie że będę dodawać zdjęcia tylko w ładnych bądź urbanerskich miejscach. Klatka schodowa nie jest nawet hipsterska - ma ją prawie każdy. 

Jako iż jestem polaczkiem cebulaczkiem, biedną studentką, którą budzi w nocy dźwięk znikających pieniędzy z konta, mam na sobie ubrania kupione za prawie darmo! 







brudne buty

Bluzka - nie mam zielonego pojęcia
Marynarka - SH (2zł)
Spodnie - Primark (5 euro)
buty - Bianca, DDZ
czapka - Primark (2 euro)

Nie mam w zwyczaju podawać cen na blogu, ale jak promocja to promocja...